Cuban internet censorship by content.jpg 900 × 701; 49 KB Havana - Cuba (39022457250).jpg 4,128 × 3,096; 3.07 MB Internet users per 100 and GDP per capita.jpg 960 × 720; 55 KB Get fast, reliable Internet and cybersecurity – just $49.99/mo. Pricing for 12 months with 2-year contract when you enroll in Auto Pay and Paperless Billing. $59.99/mo without enrollment. Offer ends 12/05/23. Pricing & Other Info. Susie Kubie, age 72, passed away in Albuquerque on January 6, 2017. Susie lived in Albuquerque for 66 years, attended Zia Elementary School and Jefferson Junior High School and graduated from Highland High School in 1962. Susie went on to earn her Bachelor of Arts in History and Secondary Education from the University Access-restricted-item true Addeddate 2010-06-07 14:40:13 Bookplateleaf 0002 Boxid IA119921 Camera Canon 5D Donor alibris External-identifier tylko oczywiście muszę o tym zdecydować wcześniej, dlatego pytałem o to drukowanie na Kubie, czy jest w ogóle tak możliwość. Ja korzystałam z internetu i drukowałam karty w hotelu nacional w Havanie, kafejka internetowa na 1 piętrze. 10cuc/h, można też krócej, naliczanie kwadransowe. Trzeba mieć obowiązkowo paszport. jodoh kencan tante cari gebetan jakarta 2019. Na pewno nie raz spotkaliście się z opinią, że Kuba jest całkowicie odizolowana od reszty świata. Całkowicie zamknięta na wpływy z zewnątrz, tworzy oddzielną rzeczywistość. Przysłuchując się stereotypom, można odnieść wrażenie, że dla Kubańczyków internet jest po prostu egzotyczną legendą. Cóż, musze Was rozczarować. To nie do końca tak wygląda. Niemniej, dla uzależnionych od obecności w sieci, Kuba jest nie lada wyzwaniem. Na Kubie prawie nikt nie ma w domu dostępu do internetu. WiFi w kawiarniach i restauracjach należy do rzadkości, a coś takiego jak dane w telefonie po prostu nie istnieje. Jedyną szansą na połączenie się z siecią jest udanie się do jednego z parków, w których zainstalowano routery (tzw. Parki WiFi). Jednak nawet znalezienie takiego miejsca nie gwarantuje sukcesu. By połączyć się z internetem potrzebne są bowiem specjalne karty. Na kartach tych znajdują się zdrapki z nazwą użytkownika i hasłem. Tylko po wpisaniu tych danych do naszego urządzenia uzyskamy dostęp do sieci. Jeśli będziemy mieli dużo szczęścia, połączymy się w pierwszym parku za pierwszym razem. Będziemy surfować przez godzinę z jednym tylko załamaniem sygnału. Bardziej prawdopodobny scenariusz wygląda jednak tak, że odwiedzisz pięć parków i w żadnym z nich nie będziesz umiał nawiązać połączenia. Kolejnego dnia skoro świt wrócisz do pierwszego, z nadzieją, że w mniej szczytowych godzinach szanse na połączenie są większe. Widząc kilka osób wpatrzonych w ekran, wypytasz ich, jak to zrobili. Skoro oni mogą, to ja też, prawda? Nikt jednak nie będzie w stanie podać Ci recepty na sukces. Najlepsza, powtarzana w kółko rada brzmi: „trzeba próbować”. Uparcie próbujesz więc dalej. Przy czwartej próbie telefon wreszcie wibruje z radości. Udało się! Masz godzinę czasu w wirtualnej rzeczywistości. Po dziesięciu minutach z nieznanych powodów tracisz połączenie. Jesteś zdeterminowany. Skoro udało się raz, uda się i drugi! Ponownie przepisujesz ciąg cyfr i liter z twojej karty. Pierwsza próba spełzła na niczym. Druga próba również spaliła na panewce. Dziwne hasło znasz już prawie na pamięć. Uparcie wpisujesz je dalej. Nic. Kolejny raz. Nic. I jeszcze raz… Jest! Twój okrzyk radości słychać w całym parku. Jesteś jednak jedynym z uśmiechem na twarzy. Sąsiad z ławki przeklina pod nosem, ale dobrze wiesz, że nie możesz mu pomóc. Ot, łut szczęścia. Rozemocjonowany, ponownie zagłębiasz się w wirtualną rzeczywistość. Przychodzące wiadomości pochłaniają Cię całkowicie. Odpisujesz na jedną, drugą i… Koniec. Godzina, która została Ci przydzielona wraz z kartą, właśnie minęła. Chciałbyś kupić kolejną, ale to wcale nie jest takie proste. Wczoraj stałeś pół godziny w kolejce w państwowym przedsiębiorstwie komunikacyjnym. Właściwie tylko po to, żeby dowiedzieć się że kart do internetu już nie ma. Ostatnie były jakiś tydzień temu. A następne? Nie wiadomo. Jak będą, to będą. Zmotywowany, próbowałeś również w dwóch hotelach. Mimo Twojego pięknego uśmiechu, karty dostępne były tylko dla gości hotelowych. Próbowałeś także w okolicznym kiosku. Mimo usilnych prób przyswojenia lokalnego akcentu, karty dostępne były tylko dla Kubańczyków… Poirytowany, poszedłeś za zasłyszaną na ulicy radą, że niekiedy w parkach prywaciarze sprzedają wystane w kolejkach karty. Potem przez blisko godzinę krążyłeś po parku wypatrując, kto może mieć jedną kartę w nadmiarze. W końcu sprzedał Ci ją jakiś młodzieniec za podwójną cenę. Dzisiaj jednak go nie widzisz. Przypominasz sobie wczorajszą mordęgę i po prostu odpuszczasz. Zdobycie karty do internetu to nie tylko dużo zachodu. To także spore obciążenie dla portfela. W państwowych punktach sprzedaży godzinna karta kosztuje 2$. Ale ponieważ rzadko kiedy są tam dostępne, przedsiębiorczy ludzie wyszukują je po całym mieście i sprzedają w parkach za dodatkową opłatą. Jeśli znajdziesz kogoś takiego (czy raczej: jeśli ktoś taki Cię znajdzie), godzinną kartę będziesz mógł kupić za 3$. Może za 2,5$ jeśli mówisz nienagannym hiszpańskim, uparcie negocjujesz i przypominasz trochę Kubańczyka. Drogo? No to przypomnij sobie jeszcze, że miesięczna pensja na Kubie wynosi raptem 15-25$. Kolejka do ETECSA, państwowego przedsiębiorstwa telekomunikacji. To tu płaci się rachunki za telefon i kupuje karty do internetu. Taki widok może znaczyc tylko jedno: właśnie dotarłeś do Parku Wifi. Pomimo wysokich kosztów, parki pełne są ludzi surfujących w sieci. Wieczorami Kubańczycy wychodzą z domów, gromadza się w parkach i próbują połączyć się z siecią. W nocy niemal każdy park rozświetlony jest światłem ekranu. Wydawać się może, że internet na Kubie jest dobrem luksusowym. W końcu kto byłby w stanie przeznaczyć 20% swojej miesięcznej pensji na godzinne połączenie z internetem? Niemniej, Parki WiFi nie przestają świecić niebieskim światłem ekranów. Zastanawiasz się jak Kubańczycy to robią? Przeczytaj o kubańskiej przedsiębiorczości: Na pograniczu socjalizmu i kapitalizmu Internet na Kubie a sieć z telefonu to dwa różne tematy. Ceny przesyłu danych poza Unią Europejską są u popularnych operatorów tak wysokie, że tylko wybrańcy mogą cieszyć się internetem na Kubie z własnej sieci. Turysta ma dwie opcje – kupić kubańską kartę telefoniczną (od 2020 roku jest taka możliwość) lub dokupywać karty-zdrapki z doładowaniem czasowym. To najpopularniejsze rozwiązanie. Ile kosztuje internet na Kubie? Karty od kilku lat trzymają taką samą cenę. 1 godzina dostępu do internetu kosztuje równowartość 1 dolara. Kupimy je przede wszystkim w salonach sprzedaży ETECSA i w hotelach. Gdzie można korzystać z internetu? Aby korzystać z internetu na Kubie, nie wystarczy mieć karty-zdrapki, trzeba jeszcze znaleźć sieć wifi, do której możemy się podłączyć. Kiedyś wifi dostępne było tylko w hotelach i ich najbliższym sąsiedztwie. Dzisiaj internet bez większych problemów znajdziemy na popularnych skwerach i w parkach. Wystarczy wypatrywać turystów wpatrzonych w telefony. Coraz częściej z wifi można korzystać również w casach particular. Wystarczy zapytać gospodarza, czy jest taka możliwość. Trzeba jednak liczyć się z tym, że internet na karty-zdrapki nie należy do najmocniejszych ani najstabilniejszych. Sprawdzimy maila, napiszemy wiadomość na messangerze, ale ładowanie filmu czy nawet zdjęć na Facebooka może potrwać trochę dłużej, a w skrajnych przypadkach – być niemożliwe. Dla nas pobyt na Kubie jest zawsze długo wyczekiwanym detoksem od internetu. Nie uwierzycie, jak długo trzyma bateria w telefonie :) Po wyjeździe na Kubę, mam dla Was garść informacji praktycznych, które pomogą Wam w przygotowaniu się do wyjazdu. Ze względu na kiepski dostęp do internetu warto wcześniej się przygotować i uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek. Formalności Przy wjeździe na Kubę wymagane jest posiadanie Karty Turysty (Tarjeta de Turista). Kartę Turysty można wyrobić u pośredników wizowych i w rożnych biurach podróży lub osobiście w ambasadzie. Teoretycznie do jej wyrobienia potrzebne jest potwierdzenie rezerwacji noclegu (przynajmniej na pierwszą noc), potwierdzenie rezerwacji biletów lotniczych oraz ubezpieczenie podróżne wystawione przez autoryzowaną do tego firmę. Ponoć jest lista firm ubezpieczeniowych, których usługi są akceptowalne przez ambasadę. My wykupiliśmy ubezpieczenie w Axa, ale nikt nam oczywiście tego nie sprawdzał. Przy wyrabianiu Karty Turysty skorzystaliśmy z pośrednictwa firmy Opal Travel, której usługi bardzo polecam – nie dość, że tanio, to jeszcze szybko, sprawnie i właściwie bez konieczności wysyłania żadnych dokumentów oprócz skanu paszportu. Karta Turysty pełni funkcję wizy, ale nie jest wklejana do paszportu, więc trzeba uważać, żeby jej nie zgubić. Dokumenty Przy wjeździe otrzymujecie do wypełnienia deklarację celną, w której musicie określić ile ze sobą macie gotówki i w jakiej walucie. Musicie też podać liczbę, rodzaj i wartość sprzętu elektronicznego, który przywozicie oraz wartość innych przedmiotów osobistych. Deklarację trzeba oddać urzędnikowi przy opuszczaniu sekcji bagażowej. Mimo ze dokument musi być w całości uzupełniony, nikt oczywiście nie sprawdza jego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Nie ma konieczności opłacania opłaty wyjazdowej przy opuszczaniu Kuby, tak jak było wcześniej. Regulacje te zmieniły się chyba w 2017 r. W każdym razie nie trzeba już sobie zostawiać dodatkowej gotówki na wyjazd. Pieniądze Na Kubie obowiązują dwie waluty: peso convertible i peso cubano. Ta pierwsza przeznaczona jest dla turystów, druga dla mieszkańców Kuby. Różnice w wartości są duże (1 peso convertible to ok. 25 peso cubano), więc trzeba uważać żeby się pomylić i sprawdzać dokładnie w jakiej walucie dostajecie resztę, chociaż przyznam szczerze, nam się nie zdarzyło się, żeby ktoś chciał nas oszukać. Ze sobą na wymianę najlepiej wziąć euro lub dolary kanadyjskie (bardzo korzystny kurs), natomiast zupełnie nie opłaca się brać dolarów, na które dodatkowo jest nałożony podatek w wysokości 10%. Pieniądze wymienia się w tzw. Cadeca – czyli kantorach. Żeby wymienić pieniądze trzeba koniecznie mieć ze sobą paszport. Nie ma możliwości wymienienia pieniędzy w bankach. Korzystanie z kart płatniczych może być utrudnione, po pierwsze ze względu na brak dostępu do terminali płatniczych w większości restauracji, sklepów, barów itp, a po drugie w związku z utrudnieniami w kontaktach kubańsko-amerykańskich (ponoć karty banków z amerykańskim kapitałem nie są obsługiwane, ale nie wiem na ile to prawda). Na lotnisku w Havanie pieniądze można wymienić w bardzo specyficznym kantorze, który przypomina bankomat. Każdą maszynę obsługuje urzędnik, który najpierw skanuje nasz paszport, później wprowadza banknoty na wymianę, a w maszyna w efekcie wypluwa odpowiednią ilość peso convertible. Przelicznik niedużo wyższy niż w cadecach. Internet Na Kubie z dostępem do internetu nie jest łatwo. Przez cały pobyt nie mieliśmy ani razu dostępu do internetu, chociaż muszę przyznać, że też specjalnie się o to nie staraliśmy – po prostu potraktowaliśmy wyjazd jako internetowy detoks 🙂 Na pewno żaden z naszych gospodarzy internetu nie mial, podobnie ma się sprawa w knajpach i restauracjach. W niektórych hotelach można wykupić dostęp do internetu, nawet jeśli nie jest się gościem, ale jest to bardzo drogie. Można też popytać miejscowych, gdzie można kupić karty SIM z internetem mobilnym. Ze względu na ograniczony dostęp do internetu warto mieć ze sobą dobry przewodnik, w którym w razie czego będziemy mogli sprawdzić informacje. Ja, mimo wszelkich kontrowersji, i tak polecam Lonely Planet, bo zawiera mnóstwo przydatnych informacji praktycznych. Język Jak wiadomo, na Kubie mówi się po hiszpańsku, który jednak nieco różni się od “europejskiego” hiszpańskiego. Generalnie dosyć dużo ludzi zna angielski, jednak nie wszędzie. Zdarzało nam się (np. w Vinales), że osoby z którymi rozmawialiśmy (np. gospodyni naszego casa particulares, a więc osoby które pracowały w turystyce) w ogóle nie mówiły ani nie rozumiały ani słowa po angielsku. Warto więc wyposażyć się w rozmówki hiszpańskie i nauczyć przynajmniej podstawowych zwrotów po hiszpańsku. Noclegi Na Kubie popularne są noclegi w tzw. Casa particulares czyli w pokojach (najczęściej) lub mieszkaniach (rzadziej) wynajętych bezpośrednio u miejscowych. Podczas całego pobytu spaliśmy tylko i wyłącznie w casach, bo nie dość że są ekonomiczne (dużo taniej niż w hotelach), to jeszcze można poznać styl życia Kubańczyków. Warunki są różne, ale nie należy spodziewać się luksusów. Właściciele casa to bardzo cenne źródło informacji i potrafią załatwić wszystko – transport czy nocleg w innej miejscowości, nawet na drugim końcu wyspy. Ceny za nocleg w casa particulares zależą oczywiście od standardu, my płaciliśmy ok 40 CUC w Hawanie, i ok. 20-25 CUC w pozostałych miejscowościach. Dodatkowo można zapłacić np. za śniadanie czy obiad. Śniadanie wszędzie kosztowało nas 5 CUC i właściwie wszędzie było takie samo: jajko, w różnej formie – jajecznica lub omlet, zazwyczaj czerstwe pieczywo, czasem podgrzewane i zapieczone z serem, jogurt i owoce: papaja, ananas, jabłko, czasem mango. Do tego kawa lub sok, bardzo rzadko zdarzało się, żeby była dostępna herbata. Jedzenie A skoro jesteśmy przy śniadaniu, przejdźmy do jedzenia. Ogólnie rzecz biorąc na Kubie nie należy ono do najsmaczniejszych, mówiąc delikatnie. I wyrażam tu nie tylko moją subiektywną opinię, wiele spotkanych przez nas osób miało podobne zdanie – ale oczywiście każdy ma swój gust. Jedzenie an Kubie jest raczej proste i bardzo ubogie w przyprawy, a przez to niestety bez smaku. Co najbardziej mi smakowało to zwykły ryż z fasolką (podawany raczej jako dodatek niż osobne danie), ale też jako wegetarianka po prostu nie miałam zbyt dużego wyboru. Na Kubie królują owoce morza i mięso, podawane z ryżem i warzywami – duszonymi, gotowanymi lub w formie surówki. Taki zestaw obiadowy kosztuje w granicach 8-15 CUC. Mięso często jest podrobione w kawałki raczej niż w formie fileta/kotleta. Słynnym kubańskim daniem jest ropa vieja, co dosłownie znaczy “stare ciuchy”. Niezbyt apetycznie brzmi, prawda? A jest to nic innego jak długo gotowana wołowina w kawałkach, podawana z ryżem. Słynne są też gęste kubańskie zupy, wywodzące się z kuchni hiszpańskiej. Jeśli chodzi o napoje, to tu sprawa wygląda już dużo ciekawiej, szczególnie jeśli chodzi o napoje alkoholowe. Kuba słynie z produkcji rumu, który jest tutaj tani i dobry. W barach i pubach królują drinki na bazie rumu – przepyszna pinacolada, mojito, cuba libre czy daiqiri – zazwyczaj kosztuja ok 2,5-3 CUC. W Trynidadzie popularna jest też canchanchara – shot z rumu, z miodem, limonką i lodem. I nie można ich nie spróbować 🙂 Na Kubie produkuje się też kawę, ale jest to bardzo dziwna odmiana – kolorem i konsystencją przypomina mocną herbatę. Warto wiedzieć, że w większości restauracji, w barach, pubach itp do rachunku dodany jest już tzw. “service charge” w wysokości ok. 10% wartości zamówienia. Transport Po Kubie można poruszać się np. autobusami (sieci Viazul czy Transtour). Najpopularniejszym i najszybszym chyba środkiem transportu międzymiastowego są jednak taxi colectivo. To prywatne taksówki, które zbierają chętnych na podróż na danej trasie. O taxi colectivo możecie pytać właścicieli casa, lub po prostu na ulicach. Godziny odjazdów są zazwyczaj sztywno ustalone – najczęściej jest to rano, ciężko znaleźć taxi na dłuższą trasę z wyjazdem po południu. Cena zależy od ilości osób w samochodzie – im więcej, tym mniejsza cena za osobę. Poniżej przykładowe ceny, jakie zapłaciliśmy za przejazdy po Kubie. Ceny przejazdów (za osobę): Havana – Vinales – 25 CUC (drogo, tę trasę można przejechać taniej) Vinales – Cienfuegos – 35 CUC Cienfuegos – Laguna Guanaroca – wodospad el Nicho – Trynidad – 70 CUC Trynidad – Havana – 30 CUC Po miastach można próbować poruszać się niezbyt rozbudowaną siatką połączeń autobusowych, lub skorzystać z taksówek (również taxi collectivo), bici-taxi (riksza rowerowa), albo wynająć sobie samochód (to już bardziej skomplikowana sprawa). Klimat Pora sucha trwa na Kubie od listopada do kwietnia; od maja do października natomiast pora deszczowa, od czerwca do listopada zdarzają się też huragany. Końcówka listopada / początek grudnia to była idealna pora na podróż na Kubę. Temperatury w granicach 25-28 stopni, więc po przyjeździe z zimowej już Polski można było się porządnie wygrzać, ale też nie było zbyt gorąco na intensywne zwiedzanie. Od czasu do czasu może trafić się deszcz (2-3 dni mieliśmy dosyć deszczowe i pochmurne), ale nie były to ulewy, więc dało się znieść. W górach oczywiście było chłodniej, więc warto wziąć też jakieś cieplejsze ubrania. Co zabrać ze sobą Jadąc na Kubę trzeba przede wszystkim dobrze zaopatrzyć kosmetyczkę – bo kosmetyki i artykuły higieniczne na wyspie są i drogie i trudno dostępne. Stąd też dużo Kubańczyków prosi obcokrajowców o mydło czy szampon – warto wziąć na zapas i podzielić się np. z naszymi gospodarzami, jeśli o to poproszą. Jeśli macie w domu jakąś starą elektronikę, której nie używacie – laptopy, telefony itp., nawet stare modele, możecie je zabrać i kogoś obdarować, lub nawet sprzedać za jakąś symboliczną kwotę – sprawicie tym Kubańczykom bardzo dużą przyjemność. Zdarzało nam się też, że kobiety prosiły o długopisy lub cukierki dla dzieci. Co przywieźć z Kuby Na to odpowiedź jest chyba tylko jedna: rum i cygara. Obydwie rzeczy można kupić albo w sklepach (obrandowane, z banderolą), albo np. na plantacjach (tu cygara zazwyczaj są bez markowego pudełeczka i bez banderoli). Ceny na plantacjach są oczywiście niższe, a pracownicy plantacji kuszą rzekomo lepszą jakością produktów i mniejszą zawartością sztucznych składników. Jeśli chodzi o limity przewozu, to na plantacji poinformowano nas, że można wywieźć 50 cygar w oryginalnym opakowaniu i 20 cygar “luzem”. Co do rumu, to dozwolona ilość to 2 litry. Wśród pamiątek i rękodzieła warto szukać drewnianych klocków do domina (domino jest bardzo popularne na Kubie) lub zainwestować w lokalną sztukę – wielu sprzedawców na bazarach czy targach lub w małych sklepikach sprzedaje obrazy lokalnych artystów. Ceny są różne, od 20 do nawet kilkuset CUC. Na co uważać Ogólnie rzecz biorąc Kuba jest bezpiecznym krajem – nigdy, nawet w nocy, nie mieliśmy poczucia, że coś nam może się stać. Kubańczycy żyją z turystyki, dlatego dbają, aby turyści czuli się u nich dobrze. Spotkani przez nas Kubańczycy byli szczerzy i uczciwi, ale zdarzają się też oszuści. Szczególnie uważać trzeba na dwa scenariusze (albo po prostu być świadomym co nas czeka, bo nie każdemu to przeszkadza): 1/ Na ulicy zaczepiają nas Kubańczycy pod jakimś błahym pozorem, zagadują przyjaźnie i od słowa do słowa wychodzi na to, że chętnie nam pokażą miasto/okolicę/bar ze świetną muzyką na żywo/wspaniałą restaurację. Oczywiście “advice doesn’t cost, don’t worry my friend”. Gdy już natomiast wylądujemy w jakiejś restauracji okazuje się, że w ramach podziękowania musimy zapłacić za obiad czy drinki. 2/ Podchodzi do was na ulicy ktoś, kto udaje, ze was zna z waszego hotelu/casa particulares (bo rzekomo tam sprząta/gotuje/mieszka po sąsiedzku/przyjaźni się z właścicielem), zagaduje przyjaźnie i mówi, że akurat dzisiaj wyjątkowo możesz kupić prawdziwe Kubańskie cygara w super cenie bo ich wujek/brat/tata/dziadek/kochanek pracuje w fabryce cygar i raz na rok dostają od fabryki cygara, które mogą wykorzystać na własny użytek. To jest oczywiście jedyna i niepowtarzalna okazja. Niestety skład i pochodzenie takich cygar budzą dużą wątpliwość, szczególnie w stosunku do tej super-okazyjnej ceny. Poza tym standardowo trzeba uważać na kieszonkowców, uważnie przeliczać wydawaną nam resztę i ustalać ceny (przejazdów, noclegów itp) przed skorzystaniem z usługi. Brak internetu lub nielegalne anteny, przemycany sprzęt i tłumaczenie wkurzonym turystom, że nie możesz dać im hasła do Wi-Fi, bo Wi-Fi w hotelu po prostu nie ma - to wszystko ma już niebawem odejść do przeszłości. Na Kubie kończy się era mocno ograniczonego dostępu internetu. Zaczyna się era tylko trochę ograniczonego. Internet? Po co komu internet w komunistycznym raju? Świat z dobrodziejstw Wi-Fi może się cieszyć już od dwudziestu lat. Z perspektywy rządu Kuby wszystko wygląda inaczej. Jeśli wiadomo, że słuchać warto tylko lidera i jego partii, jedyne słuszne wiadomości dostarczają rządowe media, a w sieci szaleje nieokiełznana amerykańska propaganda, to rzeczywiście można dojść do wniosku, że ten cały internet jest poważnie przereklamowany. Powoli jednak nawet oni dostrzegają, że liberalizacja dostępu do sieci ma swoje dobre poważna zmiana nastąpiła w 2013 r., kiedy to Kuba zaczęła korzystać ze światłowodu łączącego ją z Wenezuelą. To drastycznie poprawiło jakość internetu dostępnego na wyspie i choć z internetowego przełomu skorzystali wtedy przede wszystkim przedstawiciele rządu i turyści, drzwi do kolorowego świata memów i mediów społecznościowych zostały nieco szerzej 2015 r. nastąpiło dalsze ocieplenie stosunków rządzących Kubą z internetem. To wtedy pojawiła się zawrotna liczba 35 otwartych hot spotów, rządowe kafejki internetowe zaczęły oferować szybszy internet w niższej cenie, a sieć szerokopasmowego internetu rozprzestrzeniła się na cały kraj na kilka nowych ulic (nowe podłączenia naprawdę idą wolno). Już w 2016 r. niecałe 39 proc. Kubańczyków korzystało z sieci (dla porównania w Polsce było wtedy 73,3 proc. takich szczęśliwców). Więcej internetu! Nowe przepisy nie oznaczają, że do tej pory na Kubie nie było w ogóle prywatnych sieci Wi-Fi. Jak to często z tego rodzaju przepisami bywa, sieci były, ale nielegalne, a władze przymykały na nie oko. Mieszkańcy, którzy chcieli skorzystać z zagrażających państwu routerów, musieli je przeszmuglować na wyspę, a potem tworzyć nielegalne sieci 29 lipca to się zmieni. Nowy sprzęt będzie mógł przybywać w glorii i chwale fabrycznych opakowań, a nie podróżować poupychany pod czwartym dnem ukrytych w łodziach waliz. To duża zmiana szczególnie dla branży turystycznej, której przedstawiciele wreszcie, będą mogli oferować swoim klientom Wi-Fi. Sytuacja na Kubie od lat nie była tak trudna. Kryzys gospodarczy kwitnie, a sytuacja na Kubie ze złej przeradza się w fatalną. Kuba nie ma rozwiniętej własnej produkcji, a niemal dwie trzecie jedzenia potrzebnego do wyżywienia obywateli pochodzi z importu. Żeby zapobiec eskalacji kryzysu, władze wprowadziły racjonowanie tego, ile jeden klient może kupić. Największym problemem jest niedobór podstawowych produktów takich jak jajka, ryż, drób czy za zła sytuację gospodarczą winią embargo wprowadzone przez Donalda Trumpa, ale to tylko część prawdy. Na sytuacji wyspy odbiły się też problemy Wenezueli. Do tej pory eksportowała ona ropę na Kubę, którą ta mogła z zyskiem dalej informuje National Post, Minister handlu Betsy Diaz Velazquez w wystąpieniu w telewizji poinformowała, że choć w marcu wyprodukowano o 900 tys mniej jajek, niż wynosi dzienne zapotrzebowanie na nie Kubańczyków, to w połowie kwietnia niedobór zmalał do 600 tys. Tysiące ludzi stojących w ogromnych kolejkach odetchnęły z ulgą. Kuba nie boi się internetowej wiosny. Według lokalnych i dobrze poinformowanych, bo rządowych, mediów, nowe przepisy mają pomóc w rozwoju turystyki. Nawet widok najwspanialszych gór, najstarszych samochodów i najponętniejszych cygar nie pomoże, kiedy człowiek zachodu dowie się, że w hotelu nie będzie mógł skorzystać z Wi-Fi. No bo co to za wakacje bez nosa w Facebooku i możliwości wrzucenia na Instagram zdjęcia swojego cuba libre z darmowego Wi-Fi w barze?Internet nie jest jednak tylko ekwiwalentem chleba, który można rzucić społeczeństwu, żeby wyciszyć odgłosy burczenia w brzuchach i zwabić turystów. Może być też Zjednoczone próbowały już w latach 2009 - 2012 stworzyć na wyspie serwis ZunZuneo, kubańską alternatywę Twittera. Plan był prosty – zaangażować jak najwięcej ludzi w projekt, zaczynając od niewinnych treści dotyczących piłki nożnej, muzyki czy pogody. Dopiero gdy w sieci znalazłoby się odpowiednio wielu Kubańczyków, zaczętoby dystrybuować treści polityczne, które mogłyby zainspirować mieszkańców wyspy do obalenia władzy lub przynajmniej zorganizowania masowych najlepszych miesiącach z serwisu korzystało ponad 40 tys. osób, jednak plan nigdy nie został zrealizowany do końca. Ze względu na konieczność ukrywania zaangażowania Stanów Zjednoczonych przed kubańskim rządem, projekt był drogi. Skończył się, gdy skończyły się to jak próba zainspirowania arabskiej wiosny na Kubie. Według wielu, fala protestów, która przetoczyła się między innymi przez Tunezję, Egipt, Jordanię, Jemen, Bahrajn, Libię, Syrię i Irak wybuchła właśnie dzięki internetowi, a dokładniej dostępowi do mediów i Facebook pomagały protestującym się komunikować i koordynować działania, a przede wszystkim pełniły funkcję alternatywnego dla oficjalnych mediów źródła informacji. O to, jaki realny wpływ miały media społecznościowe na przebieg i wybuch protestów w latach 2010 - 2012 badacze dalej się spierają, ale władze Kubańskie muszą zdawać sobie sprawę z tego, że potencjalnego zagrożenie istnieje nie tylko w głowach obywatelom dostęp do Wi-Fi władze zachowują swojego asa w rękawie. Jedynym dostawcą internetu, z którego będą mogli skorzystać Kubańczycy, jest kontrolowana przez rząd firma telekomunikacyjna Etecsa. Dziś w kilku słowach o telekomunikacji i Internecie na Kubie:) Przed wyjazdem na wyspę, słyszałam jedynie niepochlebne opinie o tym, że Kuba to telekomunikacyjny skansen. Na szczęście wiele zaczyna się zmieniać, co widać również na ulicach kubańskich miast. Coraz więcej osób, szczególnie młodych, korzysta z telefonów, w tym smartfonów. Od 2013 roku rząd kubański prowadzi działania mające na celu upowszechnienie dostępu do Internetu. Opóźnienie w tej dziedzinie tłumaczone jest gospodarczym embargiem. Opłaty za korzystanie z usług telekomunikacyjnych były (i wciąż są) wysokie, a użytkownicy chcący skorzystać z dostępu do sieci musieli podpisywać oświadczenie, że nie będą prowadzić działań mogących zaszkodzić „gospodarce, suwerenności i bezpieczeństwu narodowemu” Kuby. Przewodnicy turystyczni wspominali, że część stron www zostało objętych cenzurą. Do niedawna problematyczne było wysyłanie plików w formie załączników do wiadomości e-mail. Niemniej jednak wciąż ograniczone jest korzystanie ze Skypa, transmisja video z wykorzystaniem Facebooka czy połączenia przez WhatsApp. Zmiany są jednak nieuchronne, co widać po rozwoju infrastruktury na wyspie (w tym szerokopasmowej). Dostęp do szerokopasmowego Internetu posiada obecnie ok. 3% Kubańczyków- głównie w miastach. Można powiedzieć, że Kuba to jedna wielka biała plama. W 2014 roku Cubacel (kubański operator telefonii komórkowej) rozpoczął wdrażanie dostępu do poczty e-mail za pomocą telefonów komórkowych. W 2015 roku, rząd Kuby wydał zgodę na uruchomienie publicznego hotspotu w Hawanie. Jeszcze w 2015 roku, dostęp do szerokopasmowego Internetu był możliwy głównie w hotelach. Za świadczenie usług telekomunikacyjnych odpowiada Empresa de Telecomunicaciones de Cuba SA (ETECSA). ETECSA jest dostawcą usług telekomunikacyjnych i własnością rządu, a dokładnie Ministerstwa Informacji i Telekomunikacji. Obecnie za godzinę korzystania z dostępu do sieci Internet trzeba zapłacić 2 CUC ( 1 CUC = 1 €). Dostęp (przez WiFi) odbywa się po zalogowaniu. Login i hasło uzyskuje się w formie karty zdrapki, którą do niedawna można było kupić wyłącznie w oznaczonych punktach po okazaniu paszportu. Biorąc pod uwagę średnią zarobków Kubańczyków, która wynosi około 20-30 € miesięcznie, należy stwierdzić, że Internet i połączenia komórkowe to dla obywateli dobro luksusowe. Kubańczycy raczej do siebie nie dzwonią, a nadzieje, że zostaniemy poinformowani przez telefon o odwołaniu jakiegoś spotkania są raczej złudne. Chociaż Kuba to jeden z najbiedniejszych krajów na świecie, obserwując Kubańczyków można zauważyć, że indeksu szczęścia nie mierzy się z wykorzystaniem PKB i średnich zarobków. Kubańczycy nie postrzegają otaczającego ich świata przez pryzmat zasięgu i dostępu do sieci (nie mają punktu odniesienia). Kubańczycy nie znają wartości lajka i nie są podporządkowani mediom społecznościowym. Obserwując zwykłych Kubańczyków widać, że obecność człowieka nie konkuruje z wirtualnym światem. Telekomunikacyjny detoks przyda się czasami każdemu. Na zdjęciu z lewej – centrum Santiago de Cuba i najstarszy dom na wyspie, w którym mieszkał najbardziej zasłużony konkwistador, Diego Velazquez de Cuellar (oczywiście na tle masztu telekomunikacyjnego). PS. Wszystkie zdjęcia zostały zrobione na Kubie w styczniu 2017 r.

internet na kubie 2017