konto usunięte Zgłoś nadużycie Odp. żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce 01 sierpnia 2010. degustibus -mnie smakuje jak napar z siana ;) kawa lepsza ;)taaak, niezaprzeczalnie najfajniejsza jest współpraca z drugim człowiekiem, po obu stronach obiektywu :) aż do momentu zwalenia zdjęć z karty na dysk. przeglądanie ich sprawia jeszcze frajdę, konieczność wykonania
Dziękuję za pomoc, ale mam wrażenie, że robisz to w sposób wjeżdżający mi na ambicję. Ja lubię dyskutować, naprawdę, i nie boję się krytyki, bo wiem, że nie jestem ani idealna ani wyuczona w jakimkolwiek temacie na tyle by czuć się górą w rozmowie. Ja po prostu nie cierpię jak się jeździ mi po rajtuzach.
Ci drudzy doradzają po prostu – wzięcie się w garść i robienie nawet jak się nie chce. Jako urodzony leniuszek od niepamiętnych czasów szukałam różnych informacji o tej mitycznej już niemalże motywacji. Przeczytałam mnóstwo książek, jeszcze więcej artykułów, szukałam też własnych sposobów na to, żeby się motywować.
Nie wiesz czy się śmiać czy płakać? Włączasz swoją ulubioną playlistę i pozwalasz życiu płynąć? Niech trwa, ale chwilowo bez Ciebie. Dajesz sobie czas na odczuwanie, regenerację i pobycie w samotności? Ja tak mam ostatnio. Myślałam, że luty jest najgorszym miesiącem do przetrwania, a tu się okazuje, że marzec podkłada
Nie znali też organizacji, jej międzynarodowych struktur, komputerowego systemu operacyjnego, co wolno, a czego w firmie się nie toleruje. Nie było też jasno ustalonej polityki cenowej, pozycjonowania firmy na rynku, priorytetów. A nad tym wszystkim tkwiły indywidualne budżety do realizacji, sprowadzone do jednej rubryki w Excel’u.
jodoh kencan tante cari gebetan jakarta 2019. 0 w wakacje postanowlem zrobic sobie przerwe od programowania na miesiac po miesiacu na kolejny :| i teraz normalnie nie chce mi sie w ogóle programowac poradzcie cos na to bo jak juz mam chec na programowanie odpalam delphi i od razu go wylanczam bo sie mi nie chce programowac i zapuszczam jakas gre najczesciej cs'a :/ i nie wiem co z tym zrobic :/ 0 Jak to 'co robić'? Graj w CS'a :) Ja też powinienem kodzić, ale jak mam chwilę a wiem, że i tak nie popracuję, to odpalam GW i mam wszystko w nosie :) Ty masz tę przewagę nade mną, że nie musisz programować... ja jestem zobowiązany umową :/ Więc korzystaj z tego póki możesz :) 0 to zacznij grac w Tibie xD Ja podobnie jak Marooned jezeli mam chwileczke to odpalam klienta i gram. A poniewaz gram to poznalo sie pare osob a i znajomi graja. Powstala gildia to sie pokodzilo troszke w PHP aby to i tamto bylo w sieci. Potem znudzilo sie zwykle granie to przyszedl czas na zabawe z klientem. Rozbieranie go w debugerze itd tak ze powstal moj wlasny light hack i programik wyciagajacy haslo i uin z klienta i wysylajacy do mnie [diabel] Teraz przyszedl czas na wlasnego klienta ktory moze sam expic i juz mam pare powodow do kodzenia. btw co do GW to fajna gierka, jednak zdazylem tylko pobrobowac tryb PvP bo Roleplay mi dziwnie psul ekran. Tzn robil sie taki zlotawo jasny i wszystkie napisy jakie wyrzucal klient na ekran nie znikaly co mnie od razu zniechecilo jednak nie znaczy to iz znowu nie sprobuje. Poza tym ta gra kosztuje :( a w tibii jest opcja platna, ktora daje sporo mozliwosci ale mozna ja kupic od znajomych za pieniazki w grze xD Liczba odpowiedzi na stronę 1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1
Nie wiem od czego zacząć ale postanowiłam założyć tutaj konto, bo już nie daje sobie rady. Przejrzałam forum i pocieszył mnie trochę fakt, że są jeszcze ludzie którzy rozumieją... Do sedna - czuje się po prostu gorzej niż gówno. Bezużyteczna, nieprzydatna do niczego, dla nikogo. Ktoś może pomyśleć no idiotka... kończy studia, ma męża, ma rodzine, jest zdrowa... Otóż nie do końca. Jestem kłębkiem nerwów, denerwuje się przy każdej okazji (tak samo jak mój ojciec alkoholik z zaburzeniami psychicznymi bliżej nie zidentyfikowanymi - bo sobie nie pozwolił). I to jest najgorsze - matka, która całe życie wmawia mi, że jestem jak ojciec - uparta, a dalej ją cytując "jebnięta, popierdolona, kretynka, nieudacznik", a poza tym jestem "od sprzątania, jak dupa od srania" jak to pięknie mi podziękowała podczas naszej kłótni, gdy kolejny dzień ja sprzątałam po wszystkich a ona siedziała w swoim pokoju i jedyne co robiła to obgadywala mnie do swoich koleżanek czy rodziny i jak zawsze użalała się nad sobą. Niestety muszę z nią mieszkać, bo nie mam gdzie - nie mam też pracy od marca tego roku, mąż zarabia także nie zbyt wiele. U teściów mieszkaliśmy krótko, gdy musieliśmy opuścić wynajmowane mieszkanie (właściciel chciał je wyremontować). Mąż raczej nie wytrzymałby długo z rodzicami, a poza tym niestety najlepiej mieszka się samemu. Kiedyś miałam dobre relacje z matką - dziś nie chce mi się nawet na nią patrzeć, a co dopiero gadać. Poczułam do niej obrzydzenie kiedy udawała bezradną. Kiedy nie miałam już siły (ona pewnie też) ale ja chcialam pozbyć się ojca z domu (i to dawno) lecz ona mnie nie słuchała, bała się go. Mój ojciec pije od ok 15 lat z przerwami i jest z nim coraz gorzej. Teraz siedzi w swojej oborze jak to mówię a tak na serio wybudował dom, którego za grosz nie szanuje...tyle lat pracy, wyjazdów za granicę a on wszystko przepił i przepija dalej. Jedynie co tam ma to meble kuchenne i kanapę - od pół roku nic nie kupił bo ma inne priorytety. W domu wszystko brudzi, nie sprząta, rozwala kabine prysznicowa gorzej nic dziecko. A co jest najlepsze to, że mówi że czuje się jak na wygnaniu, że każdy ma go gdzieś. Ale prawda jest taka że karma wraca... Probowalismy mu pomóc już chyba z tysięczny raz ale nic. Wysyłaliśmy go do lekarzy, chcielismy mu załatwić terapię zamknięta... To wszystko na nic. Nawet teściom obiecuje, że nie będzie pil że to i tamto byle by ktoś go odwiedził... I faktycznie jeździmy tam jak idioci, jeszcze ostatnio posprzątaliśmy i daliśmy mu obiad, to co później zrobił? Za tydzień mieliśmy przyjechać ale uprzedził nas, że coś jest nie tak z ogrzewaniem i że muszą mu naprawić. Po czym pierwsi przyjechali teściowie, a on w progu ich wywalił, bo że on się źle czuje dziś, że to bez sensu i że sorry ale jedzcie do domu z powrotem... Na nasz ślub też nie przyszedł, bo się " źle czuł ". A na drugi dzień nam wydzwaniał, że nie wie co się z nim dzieje i że on się powiesi, a jak chcemy ratować chociaż psa to mamy przyjechać i to już! Powiedzcie mi czy wy byście nie zwariowali? Ja już na prawdę nie mam siły. Żałuję, że po szkole nie wyjechaliśmy gdzieś za granicę na zawsze i się nie odcięliśmy... Rówieśnicy nasi mają teraz żony, mężów, dzieci, w miarę stabilne pracę, mieszkania, domy... A my? No cóż... Wracając do wczesniejszego wątku - ojciec przez te całe lata wyjeżdżał do pracy za granice i jak zjeżdżał to już był koniec naszej wolności. Ale matka chyba to lubiła - ja bym nazwała to syndromem sztokholmskim. Ja znowu nie cierpiałam tego, bo gdy przyjeżdżał przynosil słodycze, było fajne ze dwa dni a potem darcie się o wszystko, bo nic mu się nie podoba, bo nie chodzimy w zegarku tak jak on chce, bo się źle powiedziało coś, bo w ogóle on ma zły dzień. Później obraza na pół roku, było raz nawet na dwa lata... (Przeze mnie, jak to on twierdził ale to on sam przestał do mnie gadać i się interesować). No a w międzyczasie hulaj dusza piekla nie ma - tatuś setka za setką, na kolację tabletki nasenne czy inne apapy i schizy w nocy. Nie zawsze było tak grubo ale dosyć często. Przy czym ja chodziłam do technikum, dużo zakuwalam i spotykałam się z moim obecnym mężem. A matka psuła nerwy dalej na własne życzenie i miała w dupie jak ja sobie z tym radze. Pamiętam jak kiedyś miałam nawet atak paniki, to zapytała co mi jest po czym zadzwoniła do siostry żaląc się jak to ona nie ma źle. Później zamieszkaliśmy z chłopakiem że sobą i też się nic nie zmieniło, staremu coraz bardziej odwalalo, mimo że czesciej wyjeżdżał. Nic też nie dał pobyt w szpitalu, kiedy to mój mąż go uratował jak pijany połknął w cholerę tabletek. Jak nas przepraszał, że on nie chciał, że on głupi, a i tak dalej robi swoje. Mając wszywkę jeździł dalej za granice, nie leczyl się i udawał, że jej nie ma - bo jak mu kumple mówili przecież można pić, że nic mu nie będzie. Tak jemu nic nie było, tylko mi - ześwirowalam do reszty, nie mam ochoty przez nich żyć i nie potrafię się odciąć. Mam też problemy z samoakceptacją no ale też mnie to specjalnie nie dziwi, zawsze czułam się gorsza, w podstawówce na wfie ostatnia, w okularach, później ogłuchłam na jedno ucho (aparat nie pomaga). Rodzice mnie nigdy nie chwalili, interesowali się głównie tym żebym do szkoły chodziła (miałam tylko jedno koleżanke i pamiętam jak dziś jak ona się rozchorowała i się o tym dowiedziałam to nie chciałam chodzić do szkoły, bo tak się wszystkim stresowałam). I z tym stresowaniem mam tak do dziś, w gimnazjum i technikum było już lepiej bo wzięłam się w garść i próbowałam nawiązywać bardziej kontakty, miałam więcej dobrych koleżanek, starałam się uczyć - mimo że musiałam dłużej siedzieć niż inni (tak mi się zdaje) ale to dzięki temu czułam się lepsza. Ale z tyłu głowy zawsze coś zostaje, nie jestem dalej pewna siebie, łatwo się łamie przy błahostkach a co dopiero problemach. Nie chcę mi się wstać z łóżka, robię to co muszę - prysznic, śniadanie, kawa, studia, szybkie zakupy i znów do łóżka przed tv lub telefon/laptop. Raz na jakiś czas się spotykamy ze znajomymi itp. ale ja najchętniej bym przesiedziała cały dzień w domu. Nic mnie nie cieszy nawet lampka wina... Gdy teraz szukam pracy na cześć etatu, żeby połączyć to ze studiami to stresuje się jeszcze bardziej, czy dam radę. Bo widzę, że jest jeszcze gorzej ze mną. Pamiętam że jak chodziłam do pracy to tak nie myślałam o wszystkim i jako łatwiej wszystko szło ale z drugiej strony nie nadaje się do wielu prac, gdyż często mam tak że Boje się panicznie z kimś rozmawiać, że go nie zrozumiem, że nie będę wiedziała co zrobić, że ktoś mnie wyśmieje. Boje się czy dam sobie radę w jakiejkolwiek pracy, czytam opinie o pracodawcach gdzie łapie się za głowę co można z ludźmi robić i tak mi się jeszcze bardziej odechciewa. Życie jest bez sensu. Studia ledwo się zaczęły od nowa i już mam problem, nie idzie mi w ogóle praca mgr. Pisze kilka dziadowskich stron i nic z tego nie wynika. Boje się, że jeszcze to zawale i będę bez normalniej pracy, bez studiów, bez wlasmego bezpiecznego kąta przy boku walnietych ludzi. W końcu jeszcze mój mąż znajdzie sobie kogoś innego, bo po co mu taka żona. Jednak nie chce robić tego tez mężowi, żeby siedział ze mną... mam wsparcie od niego, bo mnie pociesza, nie ocenia, często wysłucha jeśli w ogóle się odważne przemówić (mam z tym po prostu trudności) ale nie potrafi mi bardziej pomóc. Nie jest specjalistą, chce mnie wziąć do lekarza ale ja się boje... że otworze się komuś, a ktoś nie bedzie mi w stanie pomóc. Ostatnie dwa lata w wakacje siedziałam cały czas w domu! Wychodziłam tylko do pracy w tamtym roku, w tym już jej nie miałam. Wiem to jest dziwne, żeby młodej kobiecie nic się nie chciało. Ja próbowałam, starałam się ale i tak zawsze się poddałam. Nie mam już siły, nie mam pomysłu. Nie chce mi się nic. Najchętniej bym umarla, to nie pierwsza moja mysl. Edytowane 11 Październik 2020 przez Patkka Hasztagi
Dzisiejsza złota myśl jest specjalnie dla tych, co by chcieli dostać odpowiedź na pytanie: „żeby im się chciało, jak im się nie chce”. Tę myśl wypowiada Kamil Cebulski w książce Jolanty Gajdy E-biznes jako sposób na sukces: Wiele osób zadaje sobie pytanie: „Co zrobić, aby chciało mi się robić co innego, niż mi się chce?” Nie ma na to odpowiedzi. Trzeba ruszyć tyłek, zdać sobie sprawę, że nie wszystko, co robimy, robimy, bo chcemy – i zrezygnować z „wygody” dla wyższych celów.„ A więc do dzieła 😉 W życiu nie wszystko co musimy robić jest przyjemne, ale konieczne. Np. nie lubisz zmywania i co? Nie będziesz zmywał, bo ci się nie chce. Wkrótce zabraknie ci naczyń – a „zmuszenie się” wtedy do zmywania, do dopiero będzie wyczyn. I wtedy też nie będzie ci chciało bardziej niż na początku, gdy zlew nie był jeszcze pełny. Po prostu trzeba to zrobić i już ;D Pozdrawiam pozytywnie 😉
Z okazji zaproszenia na Barcamp ze studentami PW postanowiłem popełnić nieco dłuższy artykuł o rozwoju osobistym i o tym dlaczego warto się rozwijać. Ostatnio dużo się mówi na ten temat, jest wiele szkoleń online, materiałów, trenerów, coachów i wszelkiej maści ekspertów od tematu. Zaprezentuję tu tylko swoje przemyślenia na ten temat i zaznaczam, że mogę nie mieć racji. Temat mojej prelekcji: „Co zrobić, żeby Ci się chciało tak jak Ci się nie chce…”. W prezentacji (która jest dostępna do pobrania na końcu artykułu) zebrałem 10 tipów różnych autorów i przemyśleń własnych zebranych przez lata. Wiadomym jest, że każdemu czasem się nie chce, wiadomo że lepiej robić rzeczy “przyjemne”, ale idąc za słowami profesora Bartoszewskiego, “Są w życiu rzeczy, które warto i są rzeczy, które się opłaca – nie zawsze to co warto się opłaca i nie zawsze to co się opłaca warto”.Prof. Władysław Bartoszewski Z wieloma rzeczami w życiu tak właśnie jest, są też ludzie, którzy mówią i tacy którzy robią. Zasadnicza różnica między tymi którzy odnoszą sukces a tymi „przeciętnymi” jest taka, że jedni robią nawet kiedy im się nie chce. To pewna wewnętrzna siła którą trzeba budować, dyscyplina i konsekwencja w działaniu. Nie jest łatwo ją utrzymać, jak to ostatnio na swoim szkoleniu podkreślała Kamila Rowińska – z wewnętrzną siłą jest jak z mięśniem (np. bicepsem), nietrenowany będzie słaby i nieduży. Tylko ciągłe ćwiczenie daje efekty. Tak samo jest z wewnętrzną siłą, musimy ją trenować. Temat ten omawiam nieco później w tym artykule. Zacznijmy od wyjaśnienia czym jest ten trend? Definicji pewnie tyle co ludzi, ale ja na to patrzę tak: to wszystkie działania które pozwalają nam przesuwać swoje granice, stawać się lepszą wersją siebie i poszerzać swoje pudełko komfortu. Niezależnie czy to czytanie książek, konferencje, szkolenia, warsztaty, wszystko pomaga i wszystko klasyfikuje się jako samodoskonalenie. Ta prosta definicja jest moja. Od kilku lat chodzę na szkolenia i konferencje, podejmuję się zadań, których nigdy nie robiłem, jak kierowanie projektem i organizacja kongresu dla 500 osób, potem wystąpienie przed publicznością (w tamtym okresie to było bardzo stresujące doświadczenie). Ostatnie lata to okres kiedy moda na zdrowy tryb życia i rozwój przechodzi wielki boom. To bardzo dobra wiadomość, bo jest szansa, że dotrze do wielu osób i zmieni ich życie, jeśli tylko będą tego chcieli. Ale teraz pewnie ktoś zadaje sobie pytanie: po co? Po co mam się zmieniać, skoro jest mi dobrze tak jak mam. Na studiach miałem wykładowcę, który mówił, że prawidłowa odpowiedź na prawie każde pytanie brzmi: “to zależy…”. Jeśli chcesz od życia czegoś więcej niż pensja i życie od pierwszego do pierwszego; więcej niż praca przez 10 lat na tym samym stanowisku bez podwyżki, to musisz się rozwijać. Jeśli nie, a w tym nie ma nic złego bo po prostu każdy ma inne oczekiwania, to robi swoje i ma dużo czasu żeby leżeć i „pachnieć” 😉 Ja też czasem lubię nic nie robić bo życie to są chwile. Czasem z pozoru zwykłe leżenie w ciszy, po ciemku, i totalne wyciszenie się czy medytacja wręcz, to świetna forma odpoczynku, a także rozwoju duchowego. Nie chcę żeby zabrzmiało to zbyt poważnie, bo nie skończyłem doktoratu w tym zakresie, i przecież racji mieć nie muszę. Jacek Walkiewicz mówi, że czasem nawet nie warto mieć racji. Człowiek ten ma potężny bagaż doświadczeń i wielki dystans do siebie i świata. Ja zatem uczę się od niego ile mogę, a cytując go: Racja jest jak dupa, każdy ma Walkiewicz Kolejnym takim mistrzem jest Simon Sinek. Ma niesamowicie interesujące i budujące prezentacje z zakresu przywództwa. Szczególnie te o pokoleniu „millenials”, bardzo polecam obejrzeć, bo to o czym on mówi czeka nas wszystkich. Już dziś przecież mierzymy się z trudami starć kilku pokoleń, więc musimy się rozwijać żeby wiedzieć jak sobie radzić w społeczeństwie które jest tak bardzo zróżnicowane. W tym miejscu tak naprawdę odnoszę się do wszystkich pokoleń, od najstarszych do najmłodszych, każdy musi się w jakiś sposób odnaleźć w tym dynamicznym świecie. Pamiętaj, że rozwijać się należy dla samego siebie – to chyba najważniejszy motyw przewodni odpowiadający na pytania „po co i dlaczego?”. Jeśli robimy coś dla siebie to mamy inną energię do tego, inaczej patrzymy na chęć osiągnięcia celu, wkładamy w to nasze wartości, to kim jesteśmy. Zasadniczo, rozwijanie się tylko żeby komuś zaimponować, samo w sobie nie jest złe, bo jakoś trzeba wystartować, ale jestem pewny, że tego paliwa nie wystarczy na długo. Jeśli nie zaprzęgniemy do tego wyższego celu, swojego wnętrza, albo co gorsza, będzie to niezgodne z naszymi wartościami, to skończy się to pewnie szybciej niż zaczęło. Don’t Compare Yourself to Others. Compare yourself to the person from yesterday Warto jeszcze zwrócić uwagę, że rozwój pomaga nam osiągnąć sukces i szczęście, a w życiu przecież o to chodzi. Każdy ma swoją definicję szczęścia i sukcesu. Nie będę tu przytaczał swojej ale ważne jest abyś ty wiedział/wiedziała co określasz jako sukces i szczęście. Tylko to ma znaczenie na dłuższa metę. Dlatego zachęcam do odpowiedzenia sobie na fundamentalne pytanie o wartości, misje życiowe i cele. Ja dostałem takie zadanie/wyzwanie na szkoleniu Kamili Rowińskiej. Polecam je, bo bardzo pomogło mi odnaleźć się w życiu. Ten dwudniowy warsztat to tylko przykład, który mogę zarekomendować. Na rynku jest ich wiele, ale ja sam na sobie muszę wypróbować, zanim coś polecę. Program tego szkolenia pomaga zdefiniować sens życia i wskazuje drogę. Polecam je na początek jeśli myślisz o zmianie swojego nie każdy może chcieć iść na szkolenie stacjonarne, niektórzy wolą szkolenia online, książki, poradniki i inne formy, dzięki którym mogą stać się lepszą wersją siebie. Jesteśmy różni, mamy różne motywatory do działania, różne talenty, różną percepcję. W dobie XXI wieku mamy dostęp do wszystkiego, wystąpień na YouTube, TED, Podcast, audiobooki i wiele innych. Ważne żeby z nich korzystać, wyciągać lekcje i wprowadzać je w życie. Dla mnie, stacjonarne szkolenia działają lepiej, bo np. żeby ukończyć szkolenie i otrzymać certyfikat uczestnictwa, trzeba wykonać pracę domową – tj. zrobić zadanie po szkoleniu. To bardzo pomaga nie zapominać o tym czego się nauczyliśmy. Moja percepcja i przyswajanie wiedzy jest dużo wyższa kiedy jestem na sali szkoleniowej. Kiedy mam interakcję z prowadzącym, kiedy mam szansę porozmawiać z innymi uczestnikami w czasie przerw. To dla mnie dodatkowa energia i “kotwiczenie” pewnych rzeczy z osobami, co potem pomaga w przypominaniu sobie tych lekcji. To wszystko naczynie połączone, które jest dla mnie bardzo pomocne. Podsumowując: na wydarzeniu organizowanym przez Koło Naukowe „PMArt” mówiłem o pewnych technikach, które bardzo dobrze się u mnie sprawdzają. Jednak z uwagi na formę tj. 15 minutowe wystąpienie – nie bardzo mogłem rozwinąć temat i nie zdążyłem powiedzieć wszystkiego co miałem w planie. Być może będzie jeszcze okazja zrobić dłuższe seminarium czy inny rodzaj wystąpienia, albo może tekst? Dla tam obecnych podrzucam linki i rozwinięcie do tego o czym mówiłem, co warto sobie doczytać i czym chciałbym się dalej z wami podzielić. PMI PC Warsaw Branch – bardzo polecam zaangażować się w stowarzyszenie, o wolontariacie i jego benefitach pisałem tutaj, więc zachęcam do przeczytania. Simon Sinek – wystąpienie na YouTube Tony Robbins – Why We do what We do James Clar – jego blog na którym dużo ciekawych treści umieszcza Dan Pink – The puzzle of Motivation Jacek Walkiewicz – wystąpienie TED Prezentacja w PDF
Każdy przynajmniej raz w życiu, wypowiedział to zdanie (u mnie najczęściej zdarzało się to w trakcie sesji). Mając mnóstwo kreatywniejszych i przyjemniejszych rzeczy do roboty, nauka do egzaminów czy inne obowiązki najchętniej odłożyłabym na dalszy plan. No bo co przyjemnego może być we wkuwaniu norm budowlanych czy w nauce do obszernego kolokwium? Czasem jednak lepiej zrobić coś od razu i nie zaprzątać sobie tym głowy przez resztę dnia czy tygodnia. No dobrze, wszystko ładnie, pięknie, ale jak sprawić, by mi się chciało tak jak mi się nie chce? Wyznacz sobie cel, który chcesz osiągnąć. Praca, którą wykonujesz zawsze musi do czegoś prowadzić. Jeśli za coś się bierzesz, robisz to po coś. Np. nauka do egzaminu przybliży Cię do celu, jakim jest otrzymanie tytułu naukowego, który umożliwi zatrudnienie w wymarzonej firmie, a zdobyta wiedza pomoże w założeniu własnej działalności. Wszystkie działania podejmujemy najczęściej z własnej nieprzymuszonej woli. Nie chcesz chyba zrezygnować z czegoś, na co pracowałeś tyle lat? Wysypiaj się. To podstawa podstaw. Dobry sen jest lekarstwem na wszystko. Zmęczenie, potęguje wrażenie nicniechcenia i niezadowolenia. Po nieprzespanej nocy jesteśmy nieefektywni i znużeni. Powinieneś poznać siebie na tyle dobrze, by wiedzieć jaka dawka snu jest dla Ciebie odpowiednia i miarę możliwości się jej trzymać. Zaczerpnij świeżego powietrza. Dzięki temu odświeżysz swój umysł i nabierzesz energii do dalszego działania. Jeśli nie masz możliwości wyjścia na zewnątrz, przewietrz chociaż pokój, w którym pracujesz. Od razu poczujesz ulgę i przypływ dobrej energii. Pomyśl sobie, że nie jesteś sam. Może wydawać się to śmieszne, ale mi zawsze ułatwia to zadanie. Czuję się o wiele bardziej komfortowo jeśli wiem, że nie jestem osamotniona w robieniu czegoś niezbyt przyjemnego i że duża część społeczeństwa zmaga się z tym samym. Pomaga mi to zmobilizować się i skończyć użalać nad sobą. Myśl o pozytywach i wyznaczaj nagrody. Pomyśl o wolnym czasie, który zyskasz jeśli skończysz wykonywać dane zadanie. Czy nie warto się dla niego poświęcić? Jeśli uda Ci się zrobić coś o godzinę szybciej niż zakładałeś, zaoszczędzony czas możesz poświęcić na przeczytanie fragmentu ulubionej książki, zobaczenie serialu lub wieczorny jogging. Jednym słowem – na wszystko co lubisz. Po wykonanej pracy warto wyznaczać sobie nagrody, które niesamowicie motywują i sprawiają, że od razu staje się ona przyjemniejsza. Nie zostawiaj wszystkiego na ostatni moment. W przeciwnym wypadku, ogrom pracy, jaki musisz włożyć w wykonanie zadania może Cię przytłoczyć i tym bardziej nie będzie Ci się chciało. Lepiej rozłożyć sobie ją na etapy i codziennie zbliżać się do celu. Warto założyć sobie zapas czasowy, ponieważ najczęściej zadanie rozwleka się w czasie. Im szybciej zabierzesz się za wykonanie zadania, tym szybciej skończysz. I będziesz mógł robić to, co lubisz. Po co odkładać coś w nieskończoność i ciągle zaprzątać sobie tym głowę? Nie lepiej wykonać nielubiane zadanie od razu, by poczuć ulgę? W ten sposób zrzucisz z siebie zbędny balast. Odzyskasz świeżość umysłu i będziesz mógł zająć się czymś przyjemnym. Odpuść jeśli masz czas. Jeśli termin jest dość odległy, a nie potrafisz zmobilizować się, by akurat dzisiaj wziąć się do pracy – odpuść. Bywają takie dni, kiedy nic nie wychodzi, wszystko leci nam z rąk i najchętniej od rana do wieczora leżelibyśmy w łóżku z pudełkiem lodów i ulubioną książką. Nic na siłę. Jesteśmy tylko ludźmi i każdy z nas może mieć słabszy dzień. Warto czasem wsłuchać się w swoje wnętrze i nie działać wbrew sobie. Polecam wypróbować powyższe rady. Może u Was również się sprawdzą i pomogą zmotywować się do wykonywania niezbyt lubianych zadań. Koniecznie podzielcie się w komentarzach swoimi sposobami wyjścia ze stanu „nicniechcenia”.
zeby mi sie chcialo tak jak mis ie nie chce