Największym unijnym eksporterem towarów do Rosji są Niemcy (1,16 mld euro w czerwcu, +5,4 proc. w stosunku do maja). Drugie miejsce zajmują Włochy (523 mln euro, +2,9 proc. w porównaniu z
Pobierz to zdjęcie Kobiety Sprzedające Warzywa Na Rynku Rolników Stulecia W Centrum Thimphu Bhutan do celów redakcyjnych teraz. Wyszukaj więcej zdjęć gwiazd oraz obrazów w najlepszej w Internecie bibliotece iStock.
Kobiety na rynku pracy 2021-03-08 10:52 aktualizacja: 2021-03-08, 11:08 Kobiet w Polsce jest więcej niż mężczyzn, ale jeśli chodzi o rynek pracy ta tendencja jest odwrotna.
Zdjęcie o Dojrzałe i młode sprzedawcy pozujący się i uśmiechający się w segmencie rynku rybnego. Obraz złożonej z asystent, asortyment, kopiasty - 223983700 Dojrzałe I Młode Sprzedające Zdjęcie Stock - Obraz złożonej z asystent, asortyment: 223983700
Najlepiej sprzedające się kombi na świecie jest pomijane przez większość z nas na rynku aut używanych. A to czyni go tylko jeszcze korzystniejszym zakupem. Samochód wcale nie jest nieznany, ale bardzo ciężko się u nas go sprzedaje. Mimo to, na rynku aut używanych są ładne egzemplarze, które przyciągają uwagę.
jodoh kencan tante cari gebetan jakarta 2019. Część II: Czy możemy uznać „pracę seksualną” za „pracę”? (…) lecz są wszystkie [towary] sprowadzone do jednakowej pracy ludzkiej, do abstrakcyjnie ludzkiej pracy. Karol Marks, Kapitał, tom I Marks dowodzi, że o wartości wymiennej towarów decyduje „uprzedmiotowiona” w nich, niezbędna do ich wytworzenia, ludzka praca. Tak więc w przypadku dóbr wytwarzanych przez robotnika produkt końcowy jego pracy można uznać za zmaterializowaną energię fizyczną jego ciała: mięśni, nerwów, narządów i komórek. Jednak słowo „ludzki” kieruje nas w stronę szerszego kontekstu społecznego, w którym wydatkowana jest siła robocza. Poza fizjologicznymi aspektami pracy musimy zatem wziąć pod uwagę społeczne, „ludzkie”, koszty ponoszone przez pracownika. Czas poświęcony na pracę to czas, kiedy pracownicy nie mogą oddawać się odpoczynkowi i zainteresowaniom; to czas z dala od przyjaciół i bliskich; to czas bez spełnienia potrzeb towarzyskich i emocjonalnych. Innymi słowy, czas pracy to czas alienacji i izolacji. Ten rodzaj emocjonalnej ludzkiej pracy również składa się na wartość wymienną towaru. Kontekst społeczny jest zatem istotnym czynnikiem w analizie siły roboczej wydatkowanej w sprzedawanym seksie. „Osoba pracująca seksualnie”, tak jak opisany powyżej robotnik, ponosi koszty fizjologiczne i emocjonalne swojej pracy. Jednak fizyczny, społeczny i emocjonalny wysiłek prostytuującej się kobiety jest znacznie większy niż ten, który ponoszą inni pracownicy. produkcyjne użytkowanie ludzkiego mózgu, mięśni, nerwów, rąk itd. [jest ludzką pracą] Tamże Szkody fizyczne ponoszone przez osoby oferujące usługi seksualne są tak duże, że trudno założyć, że Marks uznałby sprzedawanie seksu za pracę. Potencjalne fizyczne konsekwencje sprzedawania seksu obejmują ciążę, choroby przenoszone drogą płciową, rozdarcia pochwy czy odbytu, uzależnienie od narkotyków i alkoholu, gwałt, napaść, pobicie, śmierć, samobójstwo i morderstwo. Wskaźnik śmiertelności wśród prostytutek w Wielkiej Brytanii jest 12 razy wyższy niż w całej populacji kobiet. Chociaż pozyskanie danych na temat morderstw wśród prostytutek jest niezwykle trudne z uwagi na brak możliwości monitorowania seksbiznesu, prawdopodobnie to właśnie kobiety sprzedające seks stanowią najliczniejszą grupę ofiar zabójstw spośród wszystkich grup demograficznych. Co ciekawe, najnowsze dane wskazują na wzrost liczby prostytutek zamordowanych w zamkniętych pomieszczeniach (tzn. w agencjach towarzyskich, nie na ulicy). Może to znaczyć, że bardziej „uregulowane” warunki świadczenia usług seksualnych niekoniecznie przekładają się na większe bezpieczeństwo prostytutek – w przeciwieństwie do tego, co twierdzą zwolennicy dekryminalizacji. W rzeczywistości w krajach, w których prostytucja jest zalegalizowana i uregulowana, wskaźniki zabójstw kobiet zajmujących się prostytucją są nadal nieproporcjonalnie wysokie. Dla porównania, w innych branżach najczęstsze urazy w miejscu pracy to: stres, poślizgnięcia, potknięcia, upadki i urazy wynikające z chronicznego przeciążenia mięśni i ścięgien (RSI, od ang. repetitive strain injury). Czy lobby dekryminalizacyjne naprawdę uważa, że wypadki w biurach stanowią jakościowo takie samo zagrożenie zawodowe jak choroby przenoszone drogą płciową i śmierć? Przeprowadzone w 2008 roku badanie [2] wykazało, że zespół stresu pourazowego (PTSD, od ang. post traumatic stress disorder) występuje u prawie 70% prostytutek i – dla porównania – u zaledwie 13,5% żołnierzy amerykańskich, którzy walczyli w Iraku i Afganistanie. To wynik nieporównywalnie wyższy niż ten zanotowany w innych branżach: w większości z nich odsetek osób z PTSD jest bliski zeru. Wyniki tego badania przeczą zatem tezie, że sprzedaż seksu nie różni się zbytnio od sprzedaży siły roboczej w innych branżach. PTSD występujące u 70% prostytutek dowodzi, że traumatyczne przeżycia związane z seksbiznesem są regułą, a nie wyjątkiem. Marks definiuje pracę ludzką jako „produkcyjne użytkowanie ludzkiego mózgu, mięśni, nerwów, rąk itd.”. Czy liberalne feministki poważnie sądzą, że wysokie ryzyko rozwinięcia PTSD – pięciokrotnie wyższe niż w przypadku żołnierzy walczących w strefach wojennych – to po prostu „użytkowanie ludzkiego mózgu”? Czy naprawdę bierzemy pod uwagę, że Marks chciał, aby tak interpretowano jego dzieło? Zwolennicy narracji „praca seksualna to praca” mogą wciąż twierdzić, że jest to po prostu praca o szczególnych zagrożeniach zawodowych. Nie mogą jednak zaprzeczyć, że zagrożenia zawodowe związane z prostytucją są wyraźnie bardziej niebezpieczne i bardziej szkodliwe dla „osoby pracującej seksualnie” niż zagrożenia zawodowe w innych branżach. Można więc przyjąć, że jeśli uznamy seks za „pracę”, to fizyczny i emocjonalny koszt tej pracy jest znacznie wyższy niż większości pracy w innych branżach. W analizie marksistowskiej wartość wymienna towaru (cena produktu) odzwierciedla zawartą w nim pracę. Dlatego też wartość wymienna „usług seksualnych” powinna odzwierciedlać ten niezwykle wysoki koszt pracy osób świadczących takie usługi. Innymi słowy, ze względu na ogromne ryzyko szkód emocjonalnych i fizycznych (choroby przenoszone drogą płciową, napaść, morderstwo, zespół stresu pourazowego, uzależnienie od narkotyków itp.) wpisanych w prostytucję, sprzedawany seks powinien być jednym z najdroższych towarów na rynku. A przecież tak nie jest. Świadczy to o tym, że wartość wymienna komercyjnego seksu w żadnym stopniu nie odzwierciedla zawartej w nim siły roboczej, a zatem nie mieści się w marksistowskiej definicji pracy. (…) prostej siły roboczej, którą bez specjalnego rozwijania jej, przeciętnie posiada organizm każdego normalnego człowieka. Tamże Według Marksa każdy człowiek ma „prostą siłę roboczą”. Oznacza to, że wszystkie zwykłe jednostki są zdolne do wykonywania pracy – chyba że „specjalne rozwijanie siły roboczej” (tj. szkolenia, edukacja itp.) umożliwia im wykonywanie innej „wyspecjalizowanej” pracy. Badanie czynników, które predysponują jednostki do sprzedawania seksu, pokazuje, że nie wszyscy mają siłę roboczą potrzebną do wykonywania „pracy seksualnej”. Najistotniejszym czynnikiem predysponującym do prostytucji jest bycie kobietą. Przeważająca większość nabywców usług seksualnych to heteroseksualni mężczyźni zainteresowani wyłącznie zakupem heteroseksualnego seksu z „pracownicą seksualną”. Poza stosunkowo niewielką liczbą mężczyzn obsługujących homoseksualnych klientów płci męskiej, nie istnieje rynek męskich prostytutek. Seks jest w przeważającej mierze „pracą kobiet”. Oczywiście „kobiecość” nie występuje u każdego człowieka – istnieje tylko u połowy populacji. Poza tym jest mało prawdopodobne, by Marks uważał płeć biologiczną za specjalny rozwój siły roboczej pracownic. Bycie kobietą nie jest specjalnym wykształceniem, umiejętnością czy doświadczeniem – kobietą się po prostu jest. Kolejnym czynnikiem predysponującym do „pracy seksualnej” jest doświadczenie wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie. Badania przeprowadzone w 2007 r. w Vancouver wykazały, że ok. 73% badanych prostytutek było ofiarą przemocy fizycznej w dzieciństwie. 32,4% badanych było wykorzystywanych seksualnie jako dziecko. 86,8% badanych doświadczyło w dzieciństwie przemocy emocjonalnej. 84,5% badanych kobiet doświadczyło zaniedbania fizycznego, a 93% – zaniedbania emocjonalnego. Doświadczenie podobnych traum w dzieciństwie wpływa na rozwój niezwykle złożonego profilu osobowościowego, który predysponuje wykorzystywane i/lub zaniedbywane dziewczyny do wejścia w seksbiznes (często jeszcze jako dzieci lub później, jako młode dorosłe). Trudno też uznać, że trauma związaną z doświadczeniem przemocy i zaniedbania w dzieciństwie – tak częsta u prostytuujących się kobiet – występuje u każdego zwykłego człowieka. Szczytem bezduszności byłoby też stwierdzenie, że doświadczenie przemocy seksualnej w dzieciństwie jest formą „specjalnego treningu”, który „przygotowuje” dziewczyny i kobiety do wykonywania „pracy seksualnej” z koniecznym w tej „branży” dystansem, jaki wykształciła u nich trauma. Kolejnym istotnym czynnikiem predysponującym do podjęcia „pracy seksualnej” jest uzależnienie od narkotyków. Ponad połowa pracujących w seksbiznesie przyznaje, że była uzależniona od twardych narkotyków jeszcze przed sprzedawaniem seksu. Szacuje się, że obecnie używa ich nawet 95% „osób pracujących seksualnie”. Rzecz jasna uzależnienie od narkotyków może powodować ekonomiczną konieczność sprzedawania seksu. Niemniej jednak emocjonalne oderwanie, niska samoocena i dysocjacja charakterystyczne dla uzależnionych sprzyjają „przetrwaniu” prostytucji. Głoszący hasło „praca seksualna to praca” często przedstawiają te czynniki – zdolność do wytrzymania płatnego gwałtu dzięki przeżytej traumie – jako cechy osobowościowe niezwykle silnych kobiet. Sugerowanie, że Marks mógłby myśleć o prostytuujących się kobietach, które wchodzą w stan dysocjacji, aby przetrwać spotkanie z „klientem” jak o „zwykłej sile roboczej” czy też o „specjalnym rozwoju” tej siły, jest absurdalne. „Organizm każdego normalnego człowieka” nie ma opisanych wyżej czynników predysponujących do podjęcia prostytucji. Cechy charakterystyczne dla prostytutek: bycie kobietą, ofiarą wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie, uzależnienie od narkotyków itp. czyni z nich „jednostki nadzwyczajne”. Dlatego „siła robocza”, którą mają prostytuujące się kobiety, nie istnieje „w organizmie każdego normalnego człowieka”. „Siła robocza” prostytuujących się kobiet nie jest też tożsama z siłą roboczą innych pracowników, w przeciwieństwie do tego, co twierdzą zwolennicy prostytucji. Zatem „praca seksualna” nie może być uznana za siłę roboczą w rozumieniu Marksa. Źródła [1] Tłumaczenia cytatów z Kapitału Marksa podawane za: dostęp r. [2] Farley, M. oraz Barkan, H. (2008) Prostitution, Violence, and Posttraumatic Stress Disorder, Women & Health, 27:3, 37-49, DOI: (opublikowano online w 2008 roku, dostęp: [3] Stoltz J. M., Shannon K., Kerr T., Zhang R., Montaner J., Wood E., (2007) Associations between childhood maltreatment and sex work in a cohort of drug-using youth, Social Science & Medicine, 65(6) s. 1214-1221.
Editorial Licencje Rozszerzone ? We accept all major credit cards from Ukraine.
iStockKobiety Sprzedające Owoce I Warzywa Na Ulicznym Rynku Spożywczym Starego Miasta W Hanoi Wietnam - zdjęcia stockowe i więcej obrazów AzjaPobierz to zdjęcie Kobiety Sprzedające Owoce I Warzywa Na Ulicznym Rynku Spożywczym Starego Miasta W Hanoi Wietnam do celów redakcyjnych teraz. Wyszukaj więcej zdjęć gwiazd oraz obrazów w najlepszej w Internecie bibliotece #:gm1280145228$9,99iStockIn stockKobiety sprzedające owoce i warzywa na ulicznym rynku spożywczym starego miasta w Hanoi, Wietnam – Zdjęcia stockoweKobiety sprzedające owoce i warzywa na ulicznym rynku spożywczym starego miasta w Hanoi, Wietnam - Zbiór zdjęć royalty-free (Azja)Hanoi, Vietnam - march 01, 2020 : Women selling fruits and vegetables on the street food market of old town in Hanoi, VietnamObrazy wysokiej jakości do wszelkich Twoich projektówTen obraz służy tylko do użytku redakcyjnego?Zdjęcia „Wyłącznie do zastosowań redakcyjnych” nie mają zgody modela ani właściciela na publikację, co oznacza, że nie można wykorzystać ich do celów komercyjnych, reklamowych ani promocyjnych. Tego typu zawartość jest przeznaczona do użytku w związku z wydarzeniami wartymi opublikowania lub wydarzeniami ogólnego zainteresowania (na przykład na blogu, w podręczniku, gazecie lub artykule w czasopiśmie).$ z miesięcznym abonamentem10 obrazów miesięcznieNajwiększy rozmiar:4800 x 3200 piks. (40,64 x 27,09 cm) - 300 dpi - kolory RGBID zdjęcia:1280145228Data umieszczenia:14 października 2020Słowa kluczoweAzja Obrazy,Bieda - Problem społeczny Obrazy,Biznes Obrazy,Chiny Obrazy,Chodnik Obrazy,Dorosły,Fotografika Obrazy,Handlować Obrazy,Horyzontalny Obrazy,Jarzyna Obrazy,Jedzenie Obrazy,Kapelusz Obrazy,Klimat tropikalny Obrazy,Kobiety Obrazy,Kolory Obrazy,Konsumpcjonizm Obrazy,Kosz Obrazy,Krajobraz wiejski Obrazy,Pokaż wszystkieCzęsto zadawane pytania (FAQ)Czym jest licencja typu royalty-free?Licencje typu royalty-free pozwalają na jednokrotną opłatę za bieżące wykorzystywanie zdjęć i klipów wideo chronionych prawem autorskim w projektach osobistych i komercyjnych bez konieczności ponoszenia dodatkowych opłat za każdym razem, gdy korzystasz z tych treści. Jest to korzystne dla obu stron – dlatego też wszystko w serwisie iStock jest objęte licencją typu licencje typu royalty-free są dostępne w serwisie iStock?Licencje royalty-free to najlepsza opcja dla osób, które potrzebują zbioru obrazów do użytku komercyjnego, dlatego każdy plik na iStock jest objęty wyłącznie tym typem licencji, niezależnie od tego, czy jest to zdjęcie, ilustracja czy można korzystać z obrazów i klipów wideo typu royalty-free?Użytkownicy mogą modyfikować, zmieniać rozmiary i dopasowywać do swoich potrzeb wszystkie inne aspekty zasobów dostępnych na iStock, by wykorzystać je przy swoich projektach, niezależnie od tego, czy tworzą reklamy na media społecznościowe, billboardy, prezentacje PowerPoint czy filmy fabularne. Z wyjątkiem zdjęć objętych licencją „Editorial use only” (tylko do użytku redakcji), które mogą być wykorzystywane wyłącznie w projektach redakcyjnych i nie mogą być modyfikowane, możliwości są się więcej na temat obrazów beztantiemowych lub zobacz najczęściej zadawane pytania związane ze zbiorami zdjęć.
Panią Annę zaproszono telefonicznie do udziału w akcji „Zdrowe Mazowieckie”. Spotkanie oraz rozmowy z lekarzami mającymi udzielać porad zorganizowano w warszawskim Domu Technika. - Powiedziano, że w ramach realizowanego przez miasto projektu „Zdrowe Mazowieckie” organizowane jest spotkanie kierowane przede wszystkim do seniorów. Spotkanie o tym, jak postępować w trakcie pandemii. Obecni mieli być lekarze różnych specjalności. No i powiedziano, że za uczestnictwo w spotkaniu będą rozdawane pulsoksymetry – opowiada starsza kobieta. - Na miejscu oczywiście wystawiony był różnego rodzaju sprzęt, były rozłożone materace rehabilitacyjne, były też poduszki masujące, był wystawiony ozonator – dodaje pani Anna. Podczas spotkania przeprowadzony miał być eksperyment. - Zamoczono piersi kurczaka w wodzie, zaczęto to ozonować, po pewnym czasie woda zrobiła się żółtawo-brązowa, z ogromną pianą na wierzchu, sztywną, nieprzyjemnie pachnącą. No i to bardzo przekonało do tego, że to [ozonator – red.] jest cudowne urządzenie – relacjonuje pani Anna i dodaje: - Okazało się też, że nie było tam żadnego lekarza. Był pokaz, który robił wrażenie. Pracownicy firmy zmanipulowali uczestników pokazu informacją o wysokich wygranych. Fałszywą akcję prozdrowotną, uwiarygodnili rzekomą współpracą z urzędem miasta. Ostatecznie, za wygrane towary pani Anna zapłaciła 5 tys. złotych. Drugie tyle miała oddać w ratach kredytu, na który namówiono ją na miejscu. - Kupiłam urządzenie do ozonowania, które kosztowało 12,7 tys. zł. Wygrywając główną nagrodę, miałam możliwość zakupu tego urządzenia o 3 tys. zł taniej z uwagi na to, że te 3 tys. zł miało dofinansowywać miasto. Zrozumiałam, że chodzi o miasto Warszawa. Pani tam zadzwoniła. Powiedziała: „Tak, proszę o uruchomienie”. Podała moje dane. Usłyszałam: „Ma pani to szczęście, że miasto pani sfinansowało 3 tys. zł”. Były brawa, była radość, każdy się cieszył. Wszyscy oszołomieni, bo nie co dzień wygrywa się aż taki sprzęt, o którym się słyszy, że jest niemal genialny – relacjonuje kobieta. Kiedy pani Anna zorientowała się, że ceny towarów zostały mocno zawyżone, postanowiła odstąpić od zawartej umowy. Firma Firma, organizująca spotkania w Warszawie, ma swoją siedzibę w Poznaniu. Jednak pod adresem siedziby spółki ujawnionym w rejestrze przedsiębiorców nie ma szyldu z jej nazwą. Trudno odnaleźć biuro. W sprawie odstąpienia od umowy przez panią Annę oraz w sprawie zwrotu pieniędzy, udaliśmy się więc do biura obsługi klienta, które znajduje się w Białymstoku. Nikt z osób, które zastaliśmy w biurze nie chciał rozmawiać, przekazując nam, że nie ma do tego upoważnienia. Kto jest wspólnikiem firmy organizującej spotkania oraz sprzedającą towary podczas prezentacji? Spółkę reprezentuje Iwona J., która współpracuje z dziewięcioma innymi powiązanymi podmiotami, prowadzącymi podobną działalność. Ich siedziby znajdują się w Białymstoku, Poznaniu, Łodzi oraz Gdyni. Internauci ostrzegają przed nimi. Nie szczędzą im określeń takich jak oszuści i naciągacze. - Jak przyjechałam do domu, jak emocje trochę opadły, zaczęłam szukać w internecie, jak cenowo wygląda ten sprzęt, który kupiłam. Urządzenia tego typu, czyli generatory ozonu dla potrzeb domowych, znalazłam za 400-500 zł – wskazuje pani Anna. Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów trafiają dziesiątki skarg. Nakładane kary nie są jednak uiszczane, a spółki mające kłopoty są zamykane. Po krótkim czasie na rynku pojawiają się nowe, pod inną nazwą. W przeszłości Iwona J. była powiązana aż z 24 spółkami, które zniknęły. Właściciele spółek czują się bezkarni. Ignorują skargi konsumentów, nie płacą nakładanych kar, działają coraz odważniej. Kpią też z dziennikarzy nagłaśniających sprawy, jednocześnie stawiając się w roli poszkodowanych. - Bardzo proszę o skierowanie wszelkich pytań mailem lub na infolinię – usłyszeliśmy od mężczyzny w biurze. Korzystają z tarczy antykryzysowej Śledztwa dotyczące nieetycznie działających spółek, które chętnie korzystają z dotacji tarczy antykryzysowej, są umarzane przez prokuraturę. Jak ustaliliśmy, dwóm spółkom, reprezentowanym przez Iwonę J., Polski Fundusz Rozwoju wypłacił blisko trzy miliony złotych. - W sytuacji, w której taka firma nie otrzymałaby wsparcia, mamy wiele takich firm, które nie otrzymują wsparcia na tej zasadzie, później głośno podnoszą, że my im odmawiamy. Ufamy zewnętrznym instytucjom, które są do tego powołane, żeby nas informować – mówi Bartosz Marczuk z Państwowego Funduszu Rozwoju. Prokuratura Umarzanymi śledztwami oraz działalnością spółek zaczęła przyglądać się Prokuratura Krajowa. Czy uda się ukrócić proceder? - Postanowienie Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce dotyczące prawomocnego umorzenia postępowania w sprawie dwóch podejrzanych Huberta B. i Iwony J. Prokuratura Krajowa uznała za przedwczesne – mówi Ewa Bialik z Prokuratury Krajowej. I dodaje: - W postępowaniu przygotowawczym prokuratorzy przedstawili zarzuty Hubertowi B. i Iwonie J. popełnienia 247 oszustw. Oszustwa te polegały na wprowadzeniu w błąd pokrzywdzonych, co do zasad sprzedaży różnych sprzętów gospodarstwa domowego, sprzętu leczniczego czy rehabilitacyjnego, pokazywanego na pokazach organizowanych przez różne podmioty gospodarcze. Do Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Białymstoku wciąż zgłaszają się seniorzy, których wnioski o zwrot pieniędzy zostają odrzucane. - Nie zawsze wygląda to w prosty sposób, nie zawsze firmy tego rodzaju uznają odstąpienia, staramy się takim konsumentom pomóc w drodze pozasądowego załatwiania takich sporów – mówi Leszek Mironiuk z Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Białymstoku. Czy takie sprawy udaje się załatwić pomyślnie dla konsumentów? - Tak, w większości osiągamy sukces – zapewnia Mironiuk. - Wyszłam na osobę naiwną mimo swojego szanownego wieku. Dałam się po prostu nabić w butelkę – kwituje pani Anna.
Akcje największych spółek są najtańsze od 10 lat. Czy to oznacza, że lokowanie oszczędności na giełdzie jest bez sensu? Oto kilka przykładów, że nie!Koronawirus wywołał spustoszenie na warszawskiej giełdzie. Indeks największych spółek WIG20 ma najniższą wartość od 10 lat. Indeks wszystkich spółek WIG jest najniżej od czterech lat. Na całym świecie ceny akcji spadają, ale na giełdach w USA, Wielkiej Brytanii, czy w Niemczech wcześniej było ponad dziesięć lat hossy, a u nas nie. Ale czy to oznacza, że lokowanie pieniędzy w akcjach polskich spółek nie ma sensu? Oto kilka przykładów, że jednak maKoronawirus wywołał jedną z największych fal wyprzedaży polskich akcji w historii. Sesje, które kończą się spadkami głównym indeksów po ponad 7%, zdarzają się rzadziej niż raz na dekadę! Ostatni raz takie coś zdarzyło się w trakcie kryzysu finansowego w 2008 r. I wróciło w ostatnich również:Święty spokój kierowcy w dobie wysokiej inflacji? Bezcenny. Jak można (spróbować) ograniczyć koszty eksploatacji samochodu? I ile to kosztuje? [NOWOCZEŚNI MOBILNI]Jest plan na wakacje za granicą? Jest też problem: wysokie ceny i słaby złoty. Dwa sposoby, by nie dać się złapać w sidła kursowe [MOŻNA SPRYTNIEJ]Cyberbezpieczeństwo w bankach: technologie przyszłości. Jak zmieni się świat bankowości? [BANK NOWOŚCI]Krajobraz po dwóch odsłonach dramatu jest następujący: WIG20 jest na poziomie z 2009 r., WIG – z połowy 2016 r., a kapitalizacja spółek krajowych i wskaźnik cen do wartości księgowej spółek z indeksu WIG są najmniejsze od 10 lat. Odrabianie strat może zająć kilkanaście, kilkadziesiąt kwartałów. Jeśli zakup akcji spółek miał być sposobem na oszczędzanie długoterminowe – to teraz staje się zajęciem dla osób o anielskiej tak wygląda sprawa tylko przez pryzmat średniej. Owszem, jeśli ktoś kupiłby wszystkie spółki notowane na warszawskiej giełdzie, to w perspektywie 10 lat (i więcej) nie będzie żywym przykładem tezy, że posiadając kawałki własności spółek pomnaża się oszczędności szybciej, niż trzymając pieniądze w banku (choć przecież statystyki z ostatnich 200 lat historii giełd tak właśnie mówią). Jeśli ktoś trzyma oszczędności w akcjach porządnych, prywatnych, dobrze zarządzanych spółek, działających w rozwijających się branżach – koronawirus „zjadł” mu tylko niewielką część wcześniej wypracowanych zysków. Spośród ponad 400 notowanych walorów wybrałem kilka przykładów takich, które w czasie zawieruchy obroniły swoją wartość dla akcjonariuszy w dwójnasób: albo notowania wzrosły w poprzednich latach na tyle, że obecne spadki nie zrobiły krzywdy portfelom, albo – dzięki regularnej wypłacie dywidendy – akcjonariusze i tak są na też: Koronawirus znów „zaatakował” oszczędności Polaków. Ceny akcji najniższe od pięciu lat! Ale uczestnikom OFE rząd może „wyrówna” spadkiCzytaj też: Gigantyczny spadek cen ropy naftowej na światowych giełdach! To nie tylko koronawirus. Ile wkrótce zapłacimy za paliwo na stacjach?CD Projekt i spółki gamingoweSpośród spółek notowanych na GPW producent gier CD Projekt jest klasą samą w sobie. To najdroższa prywatna, stworzona od podstaw spółka w Polsce. Wartość rynkowa CD Projekt wynosi 26,5 mld zł, co oznacza, że na giełdzie cenniejsze są tylko dwie spółki: PKO BP i PZU. Nie ma też – nawet poza giełdą – równie cennej, polskiej, stuprocentowo prywatnej Projekt jest pupilkiem inwestorów, a w cenę jego akcji wliczony jest zapewne sukces gry Cyberpunk 2077, której premiera została przełożona na drugą połowę roku. Choć wzrost wartości CD Projekt jest bezprecedensowy, to nie stoją za nim ani oszałamiające wyniki finansowe (raptem 430 mln zł przychodów i ponad 100 mln zł zysku netto), ani miłość zarządu do dzielenia się z inwestorami zyskiem. Dywidendę spółka wypłaciła tylko dwa razy w ostatnich kilku latach – w 2016 i 2018 r. Za każdym razem w dość symbolicznej wysokości 1,05 zł na w 2010 r. CD Projekt miał 50 mln zł przychodów (czyli jedną dziesiątą tych, które ma teraz). Wzrost kursu w ciągu tych 10 lat (siedzicie?) wynosi… To oznacza, że z każdych 100 zł zainwestowanych dziesięć lat temu zrobiło się dziś zł! Do tego 157,5 zł dywidendy (minus 19% podatku). Choć przecież z powodu koronawirusa notowania CD Projekt spadły z 336 zł do 270 zł, czyli „skasowały” zyski inwestorów za ostatnie… dwa miesiące. Ale cóż z tego, skoro w zapasie jest jeszcze gigantyczny wzrost wartości firmy z poprzednich lat? Wykres notowań CD Projekt przypomina marzenie każdego CD Projektu niezłą odporność na zawirowania rynkowe objawiają także inne spółki gamingowe. Firma 11bit studios (twórcy dobrze przyjętej gry Frost Punk) i PlayWay (producent gier na smartfony). Ta pierwsza spółka w ciągu 10 lat przyniosła ponad zysku z inwestycji, a PlayWay od debiutu w 2016 r. – 470%.DinoW wyniku epidemii koronawirusa branża handlu detalicznego, w tym markety, może być narażona na perturbacje, spadek liczby klientów, przychodów i zysków (wcześniej klienci mogą ogołocić półki z ryżu, kaszy makaronów i konserw, robiąc zapasy na czas ewentualnej kwarantanny). Na razie jednak tego ryzyka nie uwzględniają inwestorzy, którzy kupili akcje polskiej, działającej od kilku lat sieci Dino wdarła się przebojem na rynek, gdy sądzono, że na nowe sklepy nie ma już miejsca, a sektor handlu podzieliły między sobą markety, dyskonty i inne Żabki, Mrówki i Małpki. Dino opanowało mniejsze miejscowości, a klienci docenili nową markę, a inwestorzy model biznesowy. Dino nie wypłaca dywidend, ma ponad 7 mld zł przychodów rocznie i zarabia ok. 400 mln zł, a w wyniku epidemii koronawirusa notowania spadły zaledwie do poziomu z końcówki ubiegłego roku. Wzrost kursu od debiutu – 297%.Czytaj też: NBP spodziewa się wyższej inflacji i przyznaje, że „współwinnym” jest rząd. Czy z odsieczą naszym oszczędnościom w bankach przyjdzie… koronawirus?Deweloperzy: Budimex i Dom DevelompentDobry interes na sprzedaży mieszkań robią nie tylko kupujący, którzy wierzą, że nieruchomość uchroni ich pieniądze przed inflacją, ale przede wszystkim sprzedający. Branżą, która do tej pory znakomicie oparła się epidemii koronawirusa, są deweloperzy. Ich wyniki były w ostatnich kilkunastu miesiącach nie mam na myśli tylko zwiększonej liczby mieszkań i ich wartości, ale przede wszystkim tego, że coraz więcej z finalnej ceny deweloperzy zostawiają sobie na poczet czystego zysku. Jak sprawdziliśmy w tym tekście marże deweloperów są największe od 2007 roku i wynoszą nawet jednej trzeciej ceny mieszkania! Dwie największe firmy Budimex i Dom Development nie tylko dzielnie budują, ale i regularnie wypłacają przychody w 2018 r. – 7,8 mld zł. przychody w 2010 r. – 4,3 mld zł. Wzrost kursu – 352%Dom Development: przychody w 2018 r. – 1,6 mld zł. Przychody w 2010 r. – 513 mln zł. Wzrost kursu – 237%.Dywidendy BudimexDywidendy Dom DevelompentCzytaj też: Oszczędności topnieją przez koronawirusa. Co oznacza czarny tydzień giełdy dla przyszłych emerytów, ciułaczy w funduszach i miłośników dywidendy?ŻywiecKolejna spółka, która dobrze pomnaża pieniądze inwestorów, jest dobrze znany browar Żywiec. Spożycie piwa w Polsce rośnie, firma jest dobrze zarządzana i regularnie wypłaca dywidendę. Wyniki finansowe pokazują jednak, na jak bardzo konkurencyjnym rynku działa 2019 r. grupa miała 3,3 mld zł przychodów i 234 mln zł zysku netto. Skala działalności grupy zmniejszyła się więc o kilka procent w porównaniu do 201o r. – wtedy było to 3,6 mld zł i 398 mln zł zysku netto. W tym czasie kurs akcji wzrósł jednak o prawie 100%.Dywidendy Żywiec Ryvu Therapeutics (Selvita)To spółka, która pracuje nad lekami na niektóre nowotwory – to kosztowne i czasochłonne zajęcie, obliczone na wiele lat prób i błędów bez gwarancji sukcesu. Ale jeśli uda się opracować skuteczną cząsteczkę leczniczą, a potem sprzedać ją dużemu koncernowi farmaceutycznemu, który zrobi z niej lek, to zyski zrekompensują z nawiązką wszystkie koszty koniec ubiegłego roku Selvita podzieliła się na dwie spółki: tę, która zajmuje się badaniami i utrzymuje głównie z grantów (Ryvu Therapeutics) i tę, która zajmie się komercyjną działalnością badawczo-rozwojową (badania robione na zlecenie innych, głównie zachodnich firm)Ryvu Therapeutics (dawniej Selvita),choć zadebiutował na giełdzie już w 2011 r., nie wypłacał do tej pory dywidendy (trudno żeby spółka dzieliła wśród inwestorów pieniądze, które dostała na badania), ale kurs i tak wzrósł od debiutu o KętyGrupa Kęty to producent elementów aluminiowych. Może nie wydaje się to bardzo pasjonującą działalnością, ale spółka jest jedną z ciekawszych na parkiecie (kontrolę nad nią sprawuje wianuszek kilku OFE). W ciągu ostatnich 10 lat kurs akcji wzrósł nie tylko o ponad 400%, ale inwestorzy dostali też kilka razy dywidendę. Spółka z sukcesem zwiększa skalę działalności. W 2018 r. jej przychody wyniosły 3 mld zł, a zysk netto 268 mln zł. W 2010 r. było to 1,2 mld zł przychodów i 90 mln zł zysku Grupa KętyPZUKurs akcji naszego ubezpieczeniowego czempiona mocno oberwał w wyniku epidemii koronawirusa. Na początku stycznia wycena była blisko rekordowej, czyli ponad 40 zł za akcję, ale od tego czasu notowania spadły o 20% – do 32 zł. To najmniej od 2016 r. Długoterminowa inwestycja w akcje PZU może się jednak „bronić”. Jak?PZU to klasyczna spółka dywidendowa. Aż przez trzy lata z rzędu stopa dywidendy przekraczała 7% brutto (przed podatkiem). To zysk, o którym oszczędzający na lokatach mogli w tym czasie tylko pomarzyć. Przychody ze składek PZU w 2018 r. wyniosły 22,3 mld zł, a zysk netto – 3,2 mld zł. W 2010 r. było to 14,2 mld zł wyniosły, a zysk netto – 2,4 mld PZUTo przykłady potwierdzające tezę, że porządnie zarządzane, solidne firmy bronią wartości oszczędności swoich udziałowców nawet w złych czasach. Warto też pamiętać, że dla inwestora liczy się nie tylko aktualny kurs, ale też zdolność spółek do wypłaty dywidend. Pod tym względem indeks WIG20 Total Return, który uwzględnia wypłacane przez spółki dywidendy, w znacznie większym stopniu obronił zdjęcia:PixaBay
kobiety sprzedające towary na rynku